Szwagierka pyta brydżystę – 2 stycznia 2016 r.

Z Witoldem Stachnikiem rozmawia Elżbieta Szczebak

Tytułem wstępu

Jestem siostrą żony brydżysty. To jedna z najsympatyczniejszych ról, jaką mam. A dlaczego? Bo mój szwagier ma rozlegle zainteresowania, znam go od lat i obserwuję, jak odkrywa coraz to nowe pasje. Brydż jest jedną z nich – stałą, choć ewoluującą. Patrzę sobie na nią z oddali i po okresie współczucia dla żony brydżysty i innych uczuć, które mną targały, dochodzę do wniosku: Lepiej patrzeć na wiatraki, zwłaszcza na tle pięknych pejzaży, niż z nimi walczyć. Stąd też postaram się moje pytania do brydżysty stawiać bezstronnie. I bardzo jestem ciekawa i rada odpowiedzi. W końcu nieliczne szwagierki przepytują szwagrów-pasjonatów.

Co takiego jest w brydżu, że fascynuje i wciąga?

Nie wiem, co innych wciąga i fascynuje. Dla mnie brydż jest wspaniałą rozrywką. Turniej trwający trzy-cztery godziny daje niesamowitą możliwość oderwania się od codzienności i porównania swoich umiejętności z innymi. I po prostu mnie to kręci.

Jakie było Twoje najtrudniejsze spotkanie przy stoliku brydżowym i co się na tę trudność złożyło?

Oczywiście mógłbym się skupić na ciężkiej rozgrywce albo na trudnym partnerze bądź też na wymagających przeciwnikach. Ale chyba najtrudniejsze było uczestnictwo w rozgrywkach kadrowych z siedmioma złamanymi żebrami, sześć dni po wypadku narciarskim. Wypis ze szpitala na własną prośbę, a następnie trzydniowe rozgrywki. Było ciężko, ale nie chciałem zostawić partnera na lodzie, skoro umówiliśmy się na grę. Szkoda, że efekt był jednak słaby.

Jeśli istnieje coś takiego jak umysł ścisły, to czy jest on niezbędny, żeby pojąć – jak dla mnie dość skomplikowane – reguły tej gry?

Ta gra jest tak wielowymiarowa, że każdy może znaleźć coś dla siebie – humanista i matematyk, poeta, filozof i sprzedawca obwarzanków. To – nawiązując do pierwszego pytania – powoduje, że brydż niesamowicie wciąga i fascynuje. Nie tylko logika, ale też umiejętność wczuwania się w sposób myślenia innej osoby, umiejętność współpracy, a także chęć porównania się z innymi sprawiają, że tak trudno odejść od brydżowego stolika. Potrzebne są jedynie: talia kart, logiczne myślenie, dobra pamięć, trochę psychologii i szczęścia.

A jeśli już jesteśmy przy tym brydżowym stoliku…, czy czasem brydż nie góruje nad zdrowym rozsądkiem (ups, i tu mi się wymknęło stronnicze pytanie)?

To pytanie w ramach solidarności z siostrą? (śmiech) No tak, było kiedyś takie zdarzenie, że dostaliśmy bilety do Teatru Stu na Hamleta. Ale to przedstawienie było akurat w czwartek w porze turnieju w Tarnowie… Wybrałem oczywiście turniej – z żoną rozminęliśmy się w drodze: ona jechała do Krakowa na spektakl, a ja do Tarnowa na turniej. Dziś wybrałbym jednak Hamleta.

No i przypominam sobie jeszcze taką sytuację, że umówiłem się na niedzielny turniej w Starachowicach, odkładając pertraktacje z żoną na sobotni wieczór. Pertraktacje przebiegły dla mnie dość słabo… Partner, z którym byłem umówiony (Robert Różak), jechał po mnie z Zakopanego, więc rano niezrażony wyszedłem cicho, by potem równie cicho przeżywać kolejne dni z małżonką.

Dziękuję za szczerość, ale wróćmy do głównego wątku. Brydż chyba we wszystkich językach nazywa się tak samo. Wiem, że bierzesz udział w międzynarodowych zawodach. Masz może czas na obserwacje – jak grają inni i jakie wyciągasz z tego wnioski?

Nie ma specjalnych różnic. Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Wszystko jest kwestią temperamentu. Oczywiście widziałem, jak partner rzucał w partnera kartami, ale nie łączyłbym tego z narodowością.

Chciałabym poznać nazwiska osób publicznych, które również pasjonują się brydżem.

Chodzi Ci o tych, którzy uprawiają brydża sportowego?

Ooo, a co to jest brydż sportowy?

Brydż sportowy to zawody, w których porównujemy wynik osiągnięty w danym rozdaniu z innymi uczestnikami. Pozwala to ograniczyć element przypadkowości na rzecz oceny umiejętności.

No to wróćmy do tych osób publicznych…

W brydża sportowego grają między innymi: Renata Dancewicz, aktorka; Janusz Korwin-Mikke, eurodeputowany; Tomasz Latos, poseł. A Polski Związek Brydża Sportowego zakładał między innymi Jan Janowski, późniejszy rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i wicepremier. W brydża grywali również papież Jan Paweł II, aktor Gustaw Holoubek, poeta Antoni Słonimski, piłkarz Jan Tomaszewski.

Dużo panów, a co z paniami?

Ach, ta twoja feministyczna dusza… (śmiech). Nie udało mi się namówić żony, lepiej powiodło się z mamą, może i ciebie nakłonię do przygody z brydżem.

Powiedz coś o przygodzie brydżowej mamy.

Podstaw tej i wielu innych gier karcianych, choć brydż to oczywiście gra przy użyciu kart (śmiech), nauczyli mnie rodzice. Spotykali się ze znajomymi kilka razy w tygodniu, aby grywać w brydża robrowego. Mama po śmierci ojca przestała na kilkanaście lat grać. Dwa lata temu udało mi się ją namówić na powrót, tym razem do brydża sportowego. Ale wróćmy do ciebie…

Moja humanistyczna intuicja podszeptuje mi: nie dla ciebie ta przygoda. „Coś dla ciebie ta zabawa nie jest zdrowa. Idź ty lepiej, koziołeczku szukać swego Pacanowa“, jak mawiał sławny kozioł, który prawdopodobnie nie grywał w brydża.

Kozioł może i nie, ale Kornel Makuszyński i owszem. A tak przy okazji – sama udzieliłaś sobie odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak mało pań gra w brydża. Moja intuicja mówi mi, że większość z nich go jeszcze nie odkryła.

Nie czepiajmy się aż tak konfrontacji na linii panie-panowie. Ciekawi mnie, jakie pozytywne cechy charakteru może podkreślać ta gra, a jakich warto, grając w nią, się wyzbywać?

Spróbuję o pozytywach. Brydż uczy podejmowania szybkich i odpowiedzialnych decyzji, wyrabia odporność na stres, uczy odpowiedzialności za działania w zespole. Ale przede wszystkim umożliwia nawiązywanie kontaktów towarzyskich.

A na koniec – może jakieś zabawne wspomnienie zza stolika brydżowego?

Nie jestem pewien, czy dla wszystkich jest to zabawne, ale dla brydżystów – mam nadzieję, że tak. Nocna pora, turniej w Puli, gramy z Andrzejem Hycnarem na włoską parę mikstową. Patrzę w swoje karty, dość mało punktów, a oni grają częściówkę. Gdy jestem przy piłce, próbuję podgrywać wartości wyłożone na stole, ale za każdym bez powodzenia. Siedzący na dziadku partner włoskiej rozgrywającej rozpływa się w zachwytach: bella, bella bellissima. W pięciokartowej końcówce okazuje się, że trzymam w ręku dwie karty…, a te brakujące, które zostały na poprzednim stole, to dwa króle i dama.

Wierzę ci na słowo. Każdy brydżysta pewnie to zrozumie, a ja się śmieję z własnej ignorancji brydżowej. Bardzo dziękuję za miły wywiad, wino i herbatę.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Szwagierka pyta brydżystę – 2 stycznia 2016 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s