Prawa kampanii, czyli wszystkie chwyty dozwolone

Decyzję o kandydowaniu, patrząc na kalendarz wyborczy, podjąłem dość wcześnie – w listopadzie – a wybory przecież dopiero 4 czerwca. W tym momencie uświadomiłem sobie, że 4 czerwca to data dość znamienna i kojarząca mi się ze zmianami. Może teraz też będzie znacząca?

Były dwa główne powody, dla których moja decyzja zapadła z takim wyprzedzeniem: nie chciałem nikogo zaskakiwać oraz dać szansę zapoznania się z moimi poglądami i pomysłami na naprawę polskiego brydża. Jak na razie oficjalnie jestem jedynym kandydatem, który taką deklarację złożył. Obserwuję to, co się dzieje, i oczywiście dostrzegam niesamowitą i niespotykaną wcześniej aktywność obecnego prezesa; niezmiernie mnie to cieszy, bo oznacza, że traktuje mnie bardzo poważnie.

Sądzę też, że moja dotychczasowa działalność – w Tarnowie, Krakowie oraz przez krótki czas w Warszawie – nie dała żadnych podstaw do atakowania mnie. Sądziłem, że uda się utrzymać kampanię w toku merytorycznej dyskusji. Okazało się, że nie do końca.

Coraz częściej docierają do mnie z różnych stron kraju głosy zawierające pytanie, jak zamierzam sobie poradzić, będąc kierowany z tylnego siedzenia przez kolegę Grzegorza Narkiewicza. Bo całe to zamieszanie to przecież jego pomysł na zmiany. Doprawdy? Traktowałem wszystkie te słowa jako żart, ale nasilenie tych plotek spowodowało (nawet znajomy z północy kraju zadzwonił do mnie z informacją, że Narkiewicz powiedział to czy tamto…), że piszę te słowa. Znam Grzegorza Narkiewicza słabo i od niedawna, spotkaliśmy się cztery-pięć razy. Zwykle były to luźne spotkania, na zasadzie wymiany kilku zdań, podczas turniejów GPPP. Ostatnie spotkanie miało miejsce Krakowie, tuż przed ogłoszeniem decyzji o kandydowaniu, gdy podczas śniadania w Hotelu Galaxy mówiłem o swoich planach. Skąd w takim razie ten pomysł z koordynatorem z tylnego siedzenia? Przecież nie znałem Grzegorza Narkiewicza ani w momencie decyzji o prezesowaniu w Tarnowskim Związku Brydża Sportowego, ani gdy wygrałem wybory w Małopolsce, ani nawet wtedy, gdy na zaproszenie prezesa Kiełbasińskiego wszedłem w skład Prezydium Zarządu Głównego Polskiego Związku Brydża Sportowego. Nie kontaktowałem się z nim również, gdy podejmowałem decyzję o ubieganiu się o stanowisko prezesa PZBS. Ale jak widać te fakty nie wystarczają i plotka zaczęła żyć własnym życiem. Widocznie komuś na tym bardzo zależy…

Chciałbym w tym miejscu wszystkich zapewnić (tych, którzy mnie znają, oczywiście nie muszę), każdy będzie mógł w przyszłości sięgnąć po te słowa, że w przypadku wygranej w żaden sposób nie będę zależny od żadnej osoby, w tym również od Grzegorza Narkiewicza. Decyzja o kandydowaniu jest moją własną decyzją, konsultowaną z żoną i przyjaciółmi. Moje patrzenie i postrzeganie świata również nie dopuszcza sytuacji, że mógłbym firmować czyjeś decyzje. Lubię rozmawiać, spotykać się z ludźmi, wymieniać poglądy, lubię konsultacje, czasem bardzo szerokie, ale ostateczne decyzje związane z pełnionymi przeze mnie funkcjami do tej pory podejmowałem sam i zapewniam, że tak pozostanie.

W takim razie jeśli nie sam Grzegorz Narkiewicz, to może Bridge24.pl? Zdecydowanie mówię – też nie. Od początku byłem biernym kibicem tego projektu. Wypełnił on ważną lukę w naszym brydżowym światku, ale nie dopuszczam nawet takiej myśli, że interesy fundacji mogłyby być ważniejsze niż dobro tak lubianej przeze mnie dyscypliny.

Sprawa ma oczywiście jeszcze drugie dno, bo udało mi się namówić Igora Chalupca na udział w moim pomyśle. Nie ukrywam – ucieszyłem się z tego bardzo. No i to też w rozsiewanych plotkach stało się argumentem, że jednak Grzegorz Narkiewicz. Dlaczego – no bo przecież Bridge24.pl. Posądzać jednak byłego prezesa Orlenu i wiceministra finansów, że jest kierowany z tylnego siedzenia, to przecież jakiś kiepski żart. I jakoś przez te trzy i pół roku obecnej kadencji, gdy Igor był wiceprezesem PZBS, nikomu, włącznie z obecnym prezesem, to nie przeszkadzało.

Trochę źle się czuję, że muszę pisać rzeczy, które są dla mnie oczywiste, ale jak widać kampania ma swoje prawa i wszystkie chwyty są dozwolone.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s